80 lat temu przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego zdecydowali się udać do Pruszkowa na spotkanie z gen. Iwanem Sierowem, sowieckim namiestnikiem państwa polskiego. Myśleli, że jadą na negocjacje rządowe, a trafili prosto do więzień.
Sowieci nazywani byli powszechnie po czerwcu 1941 roku sojusznikami naszych sojuszników. Czyli ani przyjaciele ani sojusznicy. Alianci naciskali, by traktować ich jak sojuszników. Strategia działań państwa podziemnego była taka, by zadowalać przede wszystkim aliantów i ich sojuszników.
A jak się odwdzięczali za te działania sojusznicy naszych sojuszników? A tak jak w Wilnie podczas akcji Burza, gdy po wspólnie udanej akcji wyzwolenia Wilna zaprosili na „rozmowy” dowódcę AK i go aresztowali. Podobnie było w wielu innych miejscach. Józef Mackiewicz uciekający przed Sowietami w maju 1944 roku wydał w Warszawie 3 numery „Alarmu” i przestrzegał, że największym wrogiem Polski są właśnie Sowieci. W Warszawie nikt nie chciał go słuchać. Wierzyli aliantom i ich sojusznikom.
W lutym 1945 NKWD wiedziała już wszystko na temat Polskiego Państwa Podziemnego. Teraz trzeba było tylko ich wszystkich zebrać w jednym miejscu i zlikwidować. Właśnie odbyła się Jałta i tam ustalono, że zostanie powołany Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej.
„Szesnastu” naiwnie myślało, że oni też będą w tym rządzie. Alianci tak mówili, rząd londyński też tak mówił. Więc przez miesiąc uzgadniali warunki rozmów z Sowietami i jak już uzgodnili to w końcu poszli na te „rozmowy”. Pierwszego dnia na „rozmowy” udali się Jankowski, Okulicki, Pużak i jako tłumacz Stemler-Dąbski. Oczywiście, żadnych rozmów nie było. Cała czwórka została zapakowana do samolotu i przewieziona do Moskwy na Łubiankę.
Kolejnego dnia z ten sam sposób potraktowano jedenastu przedstawicieli PPP. W Moskwie czekał już na nich szesnasty, zatrzymany przez wywiad sowiecki wcześniej. W Moskwie urządzono „szesnastce” pokazowy proces jako wrogom Związku Radzieckiego. Sowiecki sąd uniewinnił trzech, a resztę skazał na każdy do 10 lat więzienia. Cała akcja nie trwała długo, 18 czerwca rozpoczął się proces, a trzy dni później ogłoszono wyroki.
Alianci o porwaniu i przygotowaniach do procesu dowiedzieli się w maju. A sowieci już byli doskonale przygotowani, żeby udowodnić światu, że AK przygotowywało się do walki na tyłach z armią czerwoną, wszak powstała organizacja NIE i aresztowani przez NKWD jej szefowie na Kresach teraz byli świadkami w procesie.
Sowieci chcieli wykluczyć najważniejszych polityków z marzeń o uczestnictwie w rządzie tymczasowym i udało im się to. Chcieli też zastraszyć polskie społeczeństwo i pokazać, że musi się poddać komunistom. To też im się udało. Polacy we Lwowie rozchwytywali wręcz wydania Czerwonego Sztandaru z informacjami o procesie. Bali się. Efektem był wyjazd w tym czasie największej liczby Polaków z miasta.
Sowiecki walec jechał przez Polskę i rozjeżdżał wszystko, co napotkał na drodze. Tydzień po ogłoszeniu wyroków w procesie „szesnastu” powołano rząd tymczasowy w proporcji 75% komuniści i 25% reszta. Sojusznicy to przyklepali i poszło.
Walczyli tylko najtwardsi i najwytrwalsi. Ci, dla których niepodległość była równa cenie życia. Niezłomni do końca. Do śmierci.