962 lata temu zmarła Rycheza, pierwsza królowa Polski. Koronowana dokładnie 1000 lat temu razem ze swoim mężem Mieszkiem II Lambertem w Gnieźnie. W jej żyłach płynęła krew Karola Wielkiego i cesarzy bizantyjskich.
W Polsce bardzo długo nie miała dobrej prasy. Przez wieki była tą złą Niemką, która zniszczyła królestwo. Nie lubili jej nasi kronikarze i dorobili jej czarną legendę. Jak się okazuje, niesłusznie.
Rycheza Lotaryńska była córką Matyldy, siostry Ottona III, który podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego nałożył Chrobremu swoją koronę na głowę. I prawdopodobnie już wtedy została obiecana następcy Bolesława. I chociaż przez kolejne lata Chrobry walczył z następcą Ottona, w końcu Rycheza trafiła do Polski jako żona Mieszka II.
To był efekt pokoju podpisanego w 1013 roku. Rycheza miała wtedy 20 lat, a Mieszko był 3 lata starszy. Chrobry wiedział co robi, gdy naciskał na to małżeństwo. Rycheza była spokrewniona z Karolem Wielkiemu, co w tamtym czasie było niezbędne, by starać się o królewską koronę. A Bolesław wciąż się starał. Historycy dzisiaj są niemal pewni, że to dzięki Rychezie Chrobry nałożył na głowę koronę królewska kilka miesięcy przed śmiercią, a część z nich chce, że tego samego dnia koronowani byli również Mieszka II i Rycheza.
Ale potem już było tylko gorzej. Spokój zakończył się w roku 1031 roku, gdy przyrodni brat Mieszka Bezprym przyjechał do Poznania na czele wojska wysyłanego przez księcia Rusi Kijowskiej Jarosława Mądrego. Od zachodu uderzył cesarz Konrad II i Mieszkowi nie pozostało nic innego jak uciekać. Chciał na przyjazne Węgry, ale trafił do Czech i tam został uwięziony i wykastrowany.
Rycheza z dziećmi została na dworze z okrutnym Bezprymem. Udało się jej przekonać szwagra i wyjechała na dwór Konrada II, a z nią insygnia królewskie, co potem służyło kronikarzom jako dowód jej zdrady. Wracała jeszcze dwukrotnie do Poznania. I dwukrotnie była z niego wypędzana. Nie chciała tracić kontaktu z synem, więc często przebywała w swojej posiadłości w Turyngii, by być bliżej niego.
Ale ostatnie lata życia spędziła w klasztorze w Brauweiler. Nekrologi po jej śmierci głosiły, że „zmarła najsławniejsza Rycheza, Królowa Polski”. Lud ogłosił ją błogosławioną, a kościół wspominał oficjalnie 21 maja. Co prawda chciała spocząć w klasztorze, ale arcybiskup Kolonii wykradł jej szczątki i pochował w „swoim” kościele. Wyczytał w jej testamencie, że majątek królowej przypadnie kościołowi, w którym zostanie pochowana.
Spokoju za życia nie miała, ale co się z nią działo po śmierci, to przechodzi ludzkie pojęcie. Zwłaszcza to dzisiejsze. Średniowieczne było inne i co roku przy okazji odpustu na jej cześć, otwierano grób, by pospólstwo mogło zobaczyć kości „świętej” i wielkiej pani. Kilkaset lat rok po roku jej kości stanowiło rozrywkę dla gawiedzi.
Ostatnie otwarcie jej grobu miało miejsce w 1959 roku i na podstawie badań wiemy dzisiaj, że była piękna kobieta o drobnej posturze. Być może właśnie wyglądała tak jak tego chce AI, które wygenerowało zdjęcie jej, Mieszka II i Bezpryma.