26 lat temu zmarł historyk, prof. Henryk Batowski. Urodzony we Lwowie był absolwentem Uniwersytetu Jana Kazimierza. Przed wojną specjalizował się w historii Słowian, po wojnie pisał o międzywojniu.
Jako 13-latek wziął udział w obronie Lwowa w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Wstąpił do 205 Ochotniczego Pułku Artylerii Polowej. To była część armii ochotniczej powołanej w lipcu dla obrony ojczyzny. Batowski służył w sztabie pułku na tyle dzielnie, że otrzymał od dowódcy Odznakę Pamiątkowa z numerem 454.
Obrona Lwowa okazała się kluczowa dla całej wojny. Zamiast iść na Warszawę konarmia Budionnego chciała zdobyć Lwów. To był pomysł Stalina, wówczas komisarza politycznego frontu południowego. Sowieci Lwowa oczywiście nie zdobyli i wojnę ostatecznie przegrali.
Dowódcą pułku Batowskiego był ziemianin Aleksander Lewicki, lwowski potentat jeśli chodzi o wyroby fajansowe. Miał wielki skład porcelany przy Placu Mariackim we Lwowie.
Jeszcze przed wojną Henryk Batowski związał się z Krakowem i Uniwersytetem Jagiellońskim. W listopadzie 1939 aresztowany przez Niemców w ramach akcji Sonderaktion Krakus. Był wśród 184 aresztowanych. Dwa lata przebywała w obozach w Sachsenhausen i Dachau.
Opuścił obóz, bo wstawił się za nim jugosłowiański pisarz Ivo Andric. Po wojnie zajął się historią międzywojenną. Twierdził, że polityka równowagi między Niemcami a ZSRR była zbyt ryzykowna. Podkreślał, że sojusz z Francją i Wielką Brytanią był potrzebny, ale nie gwarantował realnej pomocy.
Uważał, że Polska nie miała dobrego wyjścia w 1939 roku, ale Beck mógł prowadzić bardziej elastyczną politykę.
Nawet wybitny historyk nie mógł pisać całej prawdy. Jak radził sobie z tym prof. Batowski? „Był niczym wybitny arcymistrz, który wykonuje jedynie możliwe posunięcia, choć sytuacja na szachownicy jest trudna. Jedną ze swoich książek doprowadził do 16 września 1939 r. Następną zaczął od października 1939 r. Postąpił tak, by uniknąć kłamania. Napisać zaś prawdę o 17 września i sojuszu Stalina z Hitlerem nie można było”.