68 lat temu urodził się w Warszawie Jacek Kaczmarski, poeta i pieśniarz, bard Solidarności.
Gdyby został nauczycielem historii wychowałby kilkuset prawdziwych patriotów, ale nie został i dlatego poprowadził miliony w trakcie festiwalu Solidarności aż do finału w 1989 roku. Jego życie codzienne nie podobało się wszystkim, ale jego teksty i przede wszystkim tłumaczenie polskiej i nie tyko polskiej historii przypadło do gustu bardzo wielu.
Jego „Mury”, napisane jeszcze w 1978 roku, stały się hymnem Solidarności i prowadziły przeciwników komunizmu do walki z tym nieludzkim systemem. Najciekawsze z tą pieśnią jest to, że jej zakończenie nie pasowało do narracji. Ale co tam, początek i rozwinięcie były wystarczająco motywujące do działania, bo śpiewak przecież „natchniony i młody był
Ich nie policzył by nikt …”
Tłum wcale nie był tak wielki jak to jest w pieśni. Większość się bała, jak dzisiaj. Ale śpiewak Kaczmarskiego prowadzi tłum i nawoływał do obalenia opresyjnego systemu, który w pieśni był „murem” do nowego życia, kreatywności i większych możliwości, ale także, a
może przede wszystkim do sprawiedliwości i wolności.
„Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat”.
I pogrzebali stary świat. „Szli ulicami miast, zwalali pomniki i rwali bruk”. Bo rewolucja właśnie tak wygląda. Także ta w pieśni Kaczmarskiego, która porywała w czasach stanu wojennego. Słowa napisane przez barda Solidarności trafiały tam, gdzie potrzeba.
Nie trafiły chyba te z ostatniej zwrotki. Bo ta mówiła o odwiecznej prawdzie o rewolucji, że w końcu zjada swoje dzieci. Nie ma znaczenia jaka to jest rewolucja. Ta też musiała.
„Ten z nami, ten przeciw nam!”
„Kto sam ten nasz najgorszy wróg!”
A śpiewak także był sam
Patrzył na równy tłumów marsz
Milczał wsłuchany w kroków huk
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg
Patrzy na równy tłumów marsz
Milczy wsłuchany w kroków huk
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg
Jacek Kaczmarski zmarł 11 kwietnia 2004 roku i spoczywa na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Napisał 600 wierszy, śpiewał i grał na scenie ponad 25 lat lat. Pozostał w pamięci wszystkich, dla których słowa śpiewane przez Kaczmarskiego nie były tylko zwykłymi tekstami piosenek.