28 czerwca 1919 roku Wojsko Polskie ruszyło do decydującej ofensywy w wojnie polsko-ukraińskiej o Galicję Wschodnią. Do natarcia przygotowano około 40 tysięcy żołnierzy, a operacją kierował osobiście Naczelny Wódz Józef Piłsudski. Niecałe trzy tygodnie później było po wszystkim. 17 lipca Ukraińska Armia Halicka wycofała się za Zbrucz, na terytorium Ukraińskiej Republiki Ludowej. Trwająca od listopada 1918 roku wojna o Lwów i Galicję Wschodnią zakończyła się polskim zwycięstwem. 28 czerwca 1919 roku Europa patrzyła jednak przede wszystkim na Wersal. Tego dnia Niemcy podpisały traktat pokojowy z państwami Ententy. Nie była to formalnie kapitulacja — walki zakończył rozejm z listopada 1918 roku — ale dla ogromnej części niemieckiej opinii publicznej traktat wersalski stał się symbolem klęski i upokorzenia.

Dążenie do jego rewizji będzie później jednym z najważniejszych celów polityki Republiki Weimarskiej, a następnie III Rzeszy. Kiedy więc w Wersalu składano podpisy pod traktatem pokojowym, w Galicji Wschodniej od świtu trwała kolejna wojna. Polacy mieli właśnie za sobą bardzo niebezpieczny moment. 7 czerwca Ukraińska Armia Halicka rozpoczęła ofensywę czortkowską. W ciągu trzech tygodni odrzuciła Wojsko Polskie o ponad sto kilometrów i odzyskała m.in. Tarnopol, Złoczów, Buczacz i Brzeżany. Ukraińcom zaczynało jednak brakować ludzi, amunicji i zaopatrzenia. I wtedy sytuacja polityczna zmieniła się na korzyść Polski. 25 czerwca Rada Najwyższa konferencji pokojowej zezwoliła Wojsku Polskiemu na prowadzenie operacji aż do Zbrucza.

Było jednak jedno bardzo ważne zastrzeżenie: nie oznaczało to jeszcze przyznania Galicji Wschodniej Polsce. O jej ostatecznym statusie mocarstwa miały zdecydować później. Trzy dni później Piłsudski uderzył. Polacy mieli przewagę liczebną, artyleryjską i materiałową. Ukraińcy cofali się na wschód. Nie był to jednak żaden wojskowy spacerek — doszło jeszcze do ciężkich walk, między innymi pod Jazłowcem. Ostatecznie 17 lipca resztki Armii Halickiej przekroczyły Zbrucz. Piłsudski dalej nie poszedł. I w tym miejscu wojna polsko-ukraińska się kończy, ale zaczyna się znacznie większa gra o przyszłość całej Europy Wschodniej. Kilka dni po rozpoczęciu polskiej ofensywy, 3 lipca 1919 roku, generał Anton Denikin wydał swoją słynną „dyrektywę moskiewską”. Biała Rosja ruszała po bolszewicką stolicę.

Początkowo wyglądało to dla bolszewików fatalnie. Armie Denikina posuwały się na północ. Jesienią zdobyły Kursk, Woroneż i Orzeł. W pewnym momencie wydawało się, że Moskwa rzeczywiście może być zagrożona. Jednocześnie Wojsko Polskie odnosiło sukcesy na froncie przeciw bolszewikom. W kwietniu zdobyło Wilno, a latem i jesienią przesuwało front coraz dalej na wschód, zajmując m.in. Mińsk i Bobrujsk. I wtedy pojawiło się pytanie: czy Polska powinna pomóc Denikinowi dobić bolszewików? Jesienią 1919 roku możliwość polskiego uderzenia w kierunku Mozyrza była całkiem realna. Takie natarcie mogło bardzo poważnie skomplikować sytuację Armii Czerwonej i odciążyć wojska Denikina nacierające od południa. Piłsudski powiedział jednak: stop.

Nie dlatego, że nagle polubił bolszewików. Nie lubił ani czerwonej, ani białej Rosji. Problem polegał na tym, że Denikin stał na stanowisku „jednej i niepodzielnej Rosji” i nie chciał uznać polskich aspiracji na wschodzie. Zwycięstwo białych mogło więc oznaczać odrodzenie potężnej Rosji domagającej się od Polski zwrotu ziem dawnego imperium. Piłsudski nie zamierzał jej w tym pomagać. Wojsko Polskie wstrzymało działania zaczepne, a przedstawiciele Piłsudskiego prowadzili poufne rozmowy z bolszewikami w Mikaszewiczach. Jednocześnie trwały kontakty z Denikinem. Naczelnik chciał, aby obie Rosje — biała i czerwona — wykrwawiały się nawzajem. 13 listopada 1919 roku Michał Kossakowski zanotował w swoim „Diariuszu” słowa Piłsudskiego: „Zarówno bolszewikom, jak i Denikinowi jedno jest tylko do powiedzenia — jesteśmy potęgą, a wyście trupy. Mówiąc inaczej, językiem żołnierskim: dławcie się, bijcie się, nic mnie to nie obchodzi, o ile interesy Polski nie są zahaczone.

A jeśli gdzie zahaczycie je, będę bił”. Czy polskie uderzenie na Mozyrz uratowałoby Denikina i doprowadziło do upadku bolszewików? Tego już nie da się rozstrzygnąć. Klęska białych miała wiele przyczyn. Pewne jest natomiast, że Piłsudski świadomie nie chciał ratować Denikina kosztem polskich interesów. Jesienią 1919 roku Polska po raz pierwszy od bardzo dawna nie była jedynie przedmiotem polityki wielkich mocarstw. Sama próbowała rozgrywać wielkich sąsiadów. A co z Galicją Wschodnią? Tu historia również nie skończyła się 17 lipca.

Jesienią 1919 roku mocarstwa nadal nie chciały ostatecznie przyznać jej Polsce. W listopadzie pojawiła się koncepcja powierzenia Polsce Galicji Wschodniej na 25 lat, z szeroką autonomią i późniejszym rozstrzygnięciem jej przyszłości. Projekt ten jednak nie wszedł ostatecznie w życie. Dopiero traktat ryski z 1921 roku ustalił polsko-sowiecką granicę na Zbruczu. A 15 marca 1923 roku mocarstwa zachodnie ostatecznie uznały wschodnią granicę II Rzeczypospolitej, potwierdzając tym samym przynależność Galicji Wschodniej do Polski. Zbrucz, nad który polscy żołnierze doszli w lipcu 1919 roku, stał się granicą II Rzeczypospolitej.

28 VI 1919