1 maja 1920 roku na lotnisku w Żołdzinie na Mińszczyźnie wylądował bolszewicki samolot. Za jego sterami siedział pułkownik Piotr Abakanowicz, oficer I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego.
Polski oficer w sowieckim samolocie? To był czas, w którym wszystko było możliwe, także i to. Urodzony 30 lat wcześniej w Warszawie skończył kijowskie gimnazjum, a potem Szkołę Kadetów w Petersburgu. Jednym słowem poszedł w ślady ojca, który był carskim oficerem.
Niebawem wybuchła wojna i Piotr służył na froncie galicyjskim. Zainteresował się lotnictwem. Razem z innymi polskimi pilotami walczącymi w barwach rosyjskiego dwugłowego orła założyć nieoficjalne „koło polskie”. Pod koniec 1917 roku wstąpił do korpusu tworzonego w okolicach Bobrujska przez gen. Dowbor-Muśnickiego.
Tam został komendantem awiacji I korpusu. W maju 1918 roku Niemcy rozbroili korpus i połowę składu aresztowali. On znalazł się w tej drugiej połowie i uciekł. Ale nie wybrał kierunku takiego jak wszyscy, którzy uciekali na zachód.
On poszedł na północ do Murmańska, skąd chciał popłynąć do Francji i zaciągnąć się do Armii Hallera. Nie udało mu się. Aresztowali go bolszewicy i złożyli ofertę – w zamian za życiae latanie dla nich. Zgodził się. 1 maja 1920 wysłany z misją propagandową rozrzucania ulotek, uciekł na stronę polską i wylądował w Żołdzinie.
Rok sprawdzał go polski wywiad, czy nie jest sowieckim szpiegiem. Nie był. Służył w Wielkopolsce. W czasie okupacji był w Narodowych Siłach Zbrojnych. W październiku 1945 roku został aresztowany przez UB i został skazany na karę śmierci, zamienioną na dożywotnie więzienie.
Zmarł w więziennym szpitalu, pobity przez więziennego strażnika. Wszystko mogli mu komuniści zapomnieć, ale nie mogli mu zapomnieć, że zdradził bolszewików, gdy byli o krok od zwycięstwa nad Polską, a potem całą Europą.
1 V 1920