75 lat temu PRL-owski sejm przyjął ustawę o ustanowieniu 1 maja świętem państwowym. I nadal to święto funkcjonuje, choć komunizm i dyktatura klasy robotniczej odeszły w niepamięć. Pochodów 1-majowych w komunistycznej Polsce nikt nie lubił. Może poza dziećmi, które cieszyły się szczerze z tego „socjalistycznego dnia pokoju”. Cieszyły się, bo jeszcze nie wiedziały, że to święto radości to tak naprawdę obowiązkowe wsparcie obłudnej komunistycznej propagandy.
Bo pochód traktowany był „jako wyraz umocnienia się władzy ludowej, w hołdzie dla tysięcy bojowników wolności i postępu, dla zamanifestowania solidarności narodu Polskiego z siłami postępu i pokoju na całym świecie”. W zamian można było zjeść loda, a na kiermaszu kupić książkę lub płytę, których nie można było kupić w „normalny” dzień. Ten „normalny” dzień w komunizmie był straszny, bo nic normalnego w nim nie było. To obśmiewane i wyszydzane komunistyczne święto fałszywego uśmiechu i konformizmu nadal jest państwowym świętem wolnym od pracy w III RP. Tylko dlatego, że nadal obowiązują nakazy komunistycznej międzynarodówki z 1889 roku? Że celebruje je ponad pół Europy?
Kto i co świętuje tego dnia? Przecież nawet lewica nie potrafi już chociażby krótkiego pochodu z czerwonymi sztandarami zorganizować. Lodami też już nie da się skusić, a kiermasze są na co dzień. Więc po co? Nawet Rosja nazwała to święto dniem wiosny i pracy. Czyli też pracowicie grillują? Niemcy też mają wolny dzień jeszcze dłużej niż my. W 1933 dali im je naziści i organizowali takie pochody, że na placu czerwonym czerwienili się z zazdrości. Obie lewicowe ideologie rywalizowały ze sobą 1 maja, także na okupowanych, polskich ziemiach w czasie II wojny światowej. Złamanie nakazu świętowania tego dnia, mogło się skończyć źle. Tak jak Hitler i Stalin kochali defilady 1-majowe i kazali w nich uczestniczyć nawet podbitym narodom, tak Mussolini ich nie lubił i pochodów zakazał.
W krajach byłej Jugosławii świętują nie jeden, ale 2 dni 1 i 2 maja. Oprócz grilla Serbowie tradycyjnie rwą wiosenne kwiatki i robią z nich wianki. We Francji też od pracy chodzi w ten dzień o sprzedaż konwalii. Francja to cywilizowany kraj, w którym na sprzedaż uliczną trzeba mieć zezwolenie. Ale nie 1 maja. W ten dzień konwalie mają wolne od wszystkiego, aby tylko nie wyrywać ich z cebulkami i nie więcej niż się zmieści w dłoni. No więc jak, organizujemy jakiś pochód 1 maja?
26 IV 1950