176 lat temu zmarł w Paryżu Juliusz Słowacki. Umierającemu na gruźlicę poecie towarzyszyli dwaj przyjaciele Zygmunt Szczęsny Feliński, późniejszy biskup i święty katolicki oraz malarz Charles Pétiniaud-Dubos. Pogrzeb poety odbył się dwa dni później. Uczestniczyło w nim ledwie 30 osób, a wśród nich Cyprian Kamil Norwid. Nie było na pogrzebie Mickiewicza, który mieszkał pół godziny na piechotę od Słowackiego. Podobno zbyt późno otrzymał informację o śmierci Słowackiego. Wieszcz pochowany został na cmentarzu Montmartre. Ale już przed jego setnymi urodzinami powstał w Krakowie pomysł, by sprowadzić szczątki poety do kraju. Powołano komitet i nawet rozpoczęto zbiórkę pieniędzy. Wszystko na nic, bo ówczesny gospodarz Wawelu, kardynał Jan Puzyna nie zgodził się na pochówek Słowackiego w katedrze. Powiedział ponoć, że Wawel to nie miejsce dla wierszokletów, a dodatkowo Słowacki był w konflikcie z Watykanem i Panem Bogiem. Te ostatnie argumenty to rzeczywiście problem wszystkich romantyków, którzy uważali, że papież powinien więcej zrobić dla niepodległości narodu polskiego, a nie zrobił nic. Rzeczywiście Słowacki nie szczędził Stolicy Piotrowej ostrych słów: „Tam są legiony zjadliwe robactwa”, ci, „co pod tronem siedzą”, „krwią handlują”, „i sami tylko o swym kłamstwie wiedzą”, „Krzyż twym papieżem jest – twa zguba w Rzymie”. W Kordianie natomiast znalazła się scena, która na dziesięciolecia określiła stosunek Polaków do papieża Grzegorza XVI, potępiającego w swej encyklice Cum primum polski czyn powstańczy i niesubordynację Polaków względem prawowitego władcy – cara. Ale co nie udało się w 1909 roku, udało się 18 lat później. W tym przypadku inspiratorem sprowadzenia zwłok wieszcza był wielbiciel poezji Słowackiego – Józef Piłsudski. Inny wielbiciel wieszcza – Jan Lechoń zajął się stroną logistyczną sprowadzenia szczątków poety do Polski. I zrobił to znakomicie. Trumna ze szczątkami Słowackiego przypłynęła do Gdańska, a potem w górę Wisły do Warszawy, by pociągiem dotrzeć do Krakowa. 3 IV 1849 Poeta jeszcze dwa dni wcześniej dyktował Felińskiemu kolejne wersy "Króla Ducha", jednak w rzeczony wtorek 3 kwietnia poprosił o wezwanie księdza, który udzielił mu komunii świętej i ostatniego namaszczenia. Następnie Juliusz napił się gorącej herbaty i zapragnął odpocząć, więc Zygmunt i Charles opuścili jego pokój, obserwowali go jednak przez otwarte drzwi. Gdy po jakimś czasie wrócili, poeta poprosił o trochę czerwonego wina, a następnie o dyktowaną wcześniej książkę ("Król-Duch"), którą jednak po chwili zamknął, stwierdzając, że "Wszystko to głupstwo!" . Feliński pomagał mu zmieniać pozycję, aż wreszcie Słowacki zmarł, gdy przyjaciel podtrzymywał mu głowę. Poeta w testamencie zapisał wszystko matce i Bogu, Charlesa zaś uczynił jego wykonawcą. Pétiniaud-Dubos narysował również poetę na łożu śmierci, a później zaprojektował jego grób na cmentarzu Montmartre. Pogrzeb odbył się dwa dni później, w Wielki Czwartek, na cmentarzu Montmartre. Około trzydziestu osób przyszło pożegnać drugiego Wieszcza, nikt jednak nie zabrał głosu. Byli tam oczywiście Pétiniaud-Dubos i Feliński, a także Cyprian Norwid i dwie kobiety – najprawdopodobniej portierka domu, w którym mieszkał Słowacki, i jej córka. Zabrakło Mickiewicza, który ponoć zbyt późno otrzymał zawiadomienie o pogrzebie, i Krasińskiego, który przebywał akurat w Baden. Ilustracja – portret Słowackiego na łożu śmierci, Charles Pétiniaud-Dubos. Jego romantyczna poezja nie szła w parze z konserwatywnym nastawieniem gospodarza katedry kardynała Jana Puzyny. Uważał on, że Wawel to nie miejsce dla wierszokletów. Przypominał, iż Słowacki miał konflikt z Watykanem i wadził się w swych poematach z Panem Bogiem – dodaje W Kordianie znalazła się scena, która w syntetycznym skrócie na dziesięciolecia określiła stosunek Polaków do papieża Grzegorza XVI, potępiającego w swej encyklice Cum primum polski czyn powstańczy i niesubordynację Polaków względem prawowitego władcy, którym był car. Przy okazji interpretacji tej sceny zbiorowej wyobraźni narzuciła się diagnoza o zasadniczej i nieusuwalnej kolizji między papieską polityką a wolnościowymi aspiracjami Polaków. Wystarczyła jedna aluzja do papieskiej encykliki. Tym samym ujawniło się znamienne przekonanie i bolesne zarazem doświadczenie rozdźwięku między Rzymem jako stolicą chrześcijaństwa a Watykanem jako podmiotem politycznym.