27 lutego 1861 roku rosyjskie wojsko otworzyło ogień do manifestujących mieszkańców Warszawy. Zginęło pięciu ludzi. Ich wspólny grób na Powązkach stał się jednym z symboli oporu przeciwko rosyjskiemu zaborcy.
Dwa dni wcześniej, 25 lutego, warszawiacy wyszli na ulice, aby uczcić 30. rocznicę bitwy pod Olszynką Grochowską. Demonstrację rozpędzono. 27 lutego ludzie wyszli ponownie.
Po nabożeństwie w kościele Karmelitów na Lesznie pochód ruszył w stronę Starego Miasta. W Warszawie obradowało właśnie Towarzystwo Rolnicze – potężna polska organizacja ziemiańska, której prezesem był hrabia Andrzej Zamoyski. Od Towarzystwa oczekiwano już nie tylko rozmów o rolnictwie, ale również zajęcia stanowiska w sprawach politycznych i społecznych.
Na placu Zamkowym drogę manifestantom zagrodziły rosyjskie oddziały. Najpierw ruszyli Kozacy. Potem padły strzały. Na bruku zostało pięciu zabitych: czeladnik krawiecki Filip Adamkiewicz, 16-letni uczeń Michał Arcichiewicz, czeladnik ślusarski Karol Brendel oraz ziemianie Marceli Karczewski i Zdzisław Rutkowski. Pięciu ludzi z różnych warstw społecznych. Przypadek sprawił, że ich śmierć stała się symbolem jedności Warszawy.
Najmłodszy był Michał Arcichiewicz. Miał zaledwie 16 lat i chodził do szóstej klasy gimnazjum. Jego ciało zaniesiono do mieszkania rodziców w pałacu Zamoyskich przy Nowym Świecie. Pozostałe ciała trafiły ostatecznie do Hotelu Europejskiego. Jeszcze tego samego dnia Warszawa zaczęła przywdziewać żałobę.
Wstrząśnięci mieszkańcy powołali czternastoosobową Delegację Miejską. Znaleźli się w niej m.in. Leopold Kronenberg, Tytus Chałubiński, Józef Ignacy Kraszewski, Karol Beyer i Stanisław Hiszpański. Delegacja rozpoczęła rozmowy z namiestnikiem Królestwa Polskiego Michaiłem Gorczakowem.
Rosjanie ustąpili. Wojsko wycofano z ulic, a władze zgodziły się na publiczny pogrzeb zabitych. 2 marca pięć trumien ruszyło przez Warszawę na Cmentarz Powązkowski. Pogrzeb zamienił się w ogromną manifestację patriotyczną. W kondukcie szli przedstawiciele różnych warstw społecznych i wyznań. Pięciu zabitych pochowano we wspólnej mogile.
Ich grób znajduje się na Powązkach do dziś. Wieści o warszawskich wydarzeniach dotarły również do Wiednia. Tam mieszkał wówczas Artur Grottger. Nie widział masakry na własne oczy. Znał ją z relacji i doniesień prasowych.
A jednak właśnie wydarzenia 1861 roku zainspirowały go do stworzenia siedmiu kartonów składających się na cykl „Warszawa I”. Rok później powstała „Warszawa II”.
Na karcie tytułowej pierwszego cyklu Grottger umieścił dedykację:
„Pamięci poległych i rannych na ulicach Warszawy współbraci, a ku wiecznej morderców hańbie. 27 lutego, 8 kwietnia 1861”.
Tak pięć ciał leżących na warszawskim bruku stało się jednym z najpotężniejszych symboli epoki, która dwa lata później doprowadziła do Powstania Styczniowego.
27 II 1861