Jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej dwaj cesarze obiecywali Polakom własne państwo.
5 listopada 1916 r. cesarze Niemiec i Austro-Węgier ogłosili akt zapowiadający utworzenie Królestwa Polskiego. Wśród Polaków nie brakowało wówczas ludzi przekonanych, że droga do niepodległości prowadzi przez Berlin i Wiedeń.
9 lutego 1918 r. ta koncepcja praktycznie legła w gruzach. W Brześciu państwa centralne – Niemcy, Austro-Węgry, Bułgaria i Turcja – podpisały traktat pokojowy z Ukraińską Republiką Ludową. Polacy bardzo szybko nazwali go „IV rozbiorem Polski”.
Było dlaczego. Traktat przyznawał Ukrainie Chełmszczyznę i część Podlasia, czyli ziemie, które Polacy uważali za część przyszłego państwa polskiego. Ale był jeszcze tajny protokół.
Austro-Węgry zobowiązały się w nim do wyodrębnienia z Galicji jej części zamieszkanej w większości przez Ukraińców i połączenia jej z ukraińską częścią Bukowiny w osobny kraj koronny monarchii Habsburgów.
Dla Polaków w Galicji oznaczało to groźbę podziału kraju, którego politycznym i kulturalnym centrum był Lwów. Dlaczego Berlin i Wiedeń tak nagle zapomniały o polskich aspiracjach?
Jedna z odpowiedzi mieściła się w jednym słowie: zboże. Wojna trwała już czwarty rok. Niemcy i Austro-Węgry były wyczerpane. Brakowało żywności, ludność cywilna cierpiała głód, a napięcia społeczne rosły. Ukraińska Republika Ludowa dysponowała więc argumentem, którego Polacy nie mieli. Żywnością.
W zamian za uznanie niepodległości, korzystną granicę i pomoc wojskową Ukraińcy zobowiązali się dostarczyć państwom centralnym ogromne ilości produktów rolnych. W umowach gospodarczych mowa była m.in. o około milionie ton zboża. Nieprzypadkowo traktat brzeski z Ukrainą zaczęto nazywać „pokojem chlebowym” – Brotfrieden.
Rachunek był prosty: Niemcy i Austro-Węgry potrzebowały ukraińskiej żywności, a Ukraińska Republika Ludowa potrzebowała niemieckich i austro-węgierskich bagnetów. I rzeczywiście – po podpisaniu pokoju wojska państw centralnych ruszyły na Ukrainę. Bolszewicy zostali wyparci, a Centralna Rada mogła powrócić do Kijowa.
Potem zaczęła się mniej efektowna część całej operacji. Trzeba było wydobyć z Ukrainy obiecane zboże. I z tym poszło znacznie gorzej. Chaos, rozpad administracji, opór chłopów, problemy transportowe i sytuacja wojenna sprawiły, że do Niemiec i Austro-Węgier trafiła tylko część oczekiwanej żywności. „Pokój chlebowy” nie uratował monarchii Habsburgów. Kilka miesięcy później Austro-Węgier już nie było.
W Polsce natomiast 9 lutego 1918 r. pozostał w pamięci jako dzień zdrady brzeskiej. Dotychczasowi zwolennicy współpracy z państwami centralnymi poczuli się oszukani. Przez Galicję przeszła fala demonstracji i strajków. Polscy urzędnicy rezygnowali ze stanowisk, odsyłano austriackie ordery i medale. Generał Józef Haller odesłał cesarzowi Karolowi swoje odznaczenia, a kilka dni później jego II Brygada Legionów przebiła się pod Rarańczą przez front.
Polacy dostali brutalną lekcję realnej polityki. Jeszcze w 1916 r. Berlin i Wiedeń potrzebowały polskiego żołnierza, więc obiecywały Polakom państwo. W 1918 r. bardziej potrzebowały ukraińskiego zboża. I wtedy ważniejsza stała się Ukraina.
Historia miała jeszcze jeden interesujący ciąg dalszy. Po wojnie Niemcy nie porzuciły pomysłu wykorzystywania ukraińskiego nacjonalizmu przeciwko Polsce. W latach 20. niemiecka Reichswehra nawiązała współpracę z Ukraińską Organizacją Wojskową Jewhena Konowalca. Niemieckie służby wspierały ją finansowo i organizowały szkolenia, otrzymując w zamian m.in. informacje wywiadowcze z Polski.
Nie był to już oczywiście „pokój brzeski” realizowany punkt po punkcie. Była to jednak ta sama logika geopolityczna: kwestia ukraińska mogła być dla Berlina narzędziem nacisku na Polskę i elementem niemieckiej polityki na Wschodzie. W 1918 r. wpisywało się to również w szersze niemieckie koncepcje Mitteleuropy – stworzenia w Europie Środkowej i Wschodniej systemu państw formalnie odrębnych, ale politycznie i gospodarczo związanych z Niemcami.
9 lutego 1918 r. Polacy zobaczyli, ile w takiej Europie mogą być warte wcześniejsze cesarskie obietnice. Odpowiedź była bolesna. Mniej niż milion ton ukraińskiego zboża.
O polskich protestach po „zdradzie brzeskiej” – bo to osobna i niezwykle ciekawa historia – napiszę innym razem.
9 II 1918