PRL trząsł się od kawałów i anegdot. Jedna z nich opowiadała o młodym asesorze, który przyszedł po radę do doświadczonego sędziego.

– Które źródło prawa jest dla sędziego najważniejsze? Konstytucja, ustawa czy prawo międzynarodowe?

Starszy kolega miał spojrzeć na niego z politowaniem.

– Powiem ci, Józiu, prywatnie, bo cię lubię i widzę przed tobą karierę. Dla sędziego orzekającego najwyższym źródłem prawa jest telefon.

To był dowcip.

Problem w tym, że w stanie wojennym chwilami przestawał nim być.

DWÓCH SIEDEMNASTOLATKÓW

45 lat temu, 13 grudnia 1981 roku, władze PRL wprowadziły w Polsce stan wojenny. W Kętrzynie jego symbolem stała się historia dwóch siedemnastoletnich licealistów: Tomasza Kosiora i Jarosława Lipki.

„Terror drogą do socjalizmu”.

„Tylko władza niechciana używa przemocy”.

„Pełne więzienie jedynym gwarantem władzy”.

Takie hasła wypisywali własnoręcznie na plakatach. Nad ranem 16 grudnia rozwieszali je na ulicach Kętrzyna. Kilka dni później byli już w rękach aparatu państwa. 22 grudnia zostali tymczasowo aresztowani. Trafili do aresztu w Olsztynie. Dwóch uczniów liceum przeciwko całej potędze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. I państwo najwyraźniej uznało, że to licealiści są groźniejsi.

NIE BYLI SAMI

W tym samym czasie przed wojskowym wymiarem sprawiedliwości na Warmii i Mazurach trafiali inni ludzie. 28-letni Wiesław Ratkiewicz 14 grudnia wyruszył z Gdańska jako kurier Ogólnopolskiego Komitetu Strajkowego. Wiózł odezwy, komunikaty i instrukcje strajkowe. Dotarł do Białegostoku, później do Olsztyna. Tam został zatrzymany.

31-letni Ryszard Topolski pracował w mleczarni w Lidzbarku Warmińskim. Jego przestępstwo polegało na tym, że pokazał kolegom ulotkę przywiezioną z Gdańska, nawołującą do strajku generalnego.

19-letni Sławomir Kirkuć i 31-letni Henryk Klimczuk wpadli w Bartoszycach. Wywieszali plakaty uznane przez władzę za antypaństwowe i antypartyjne. Jeden z nich wzywał do bojkotu telewizji. Łącznie sześciu ludzi. Cztery sprawy. I wojskowi sędziowie.

SĄD W CZASIE „WOJNY”

Władze stanu wojennego szeroko wykorzystały sądownictwo wojskowe do rozprawy z przeciwnikami politycznymi. Dekrety grudniowe pozwalały również kierować sprawy do postępowania doraźnego. To słowo miało ogromne znaczenie. Tryb doraźny oznaczał błyskawiczne postępowanie, drastycznie ograniczone gwarancje procesowe i znacznie surowsze kary.

16 stycznia 1982 roku zapadła decyzja, że sprawa dwóch licealistów z Kętrzyna również zostanie rozpoznana w tym trybie. W składzie, który podjął tę decyzję, zasiadali major Ryszard Michałowski oraz porucznicy Jan Malinowski i Feliks Tarnowski. Dwa tygodnie później zaczęły zapadać wyroki.

26 stycznia skazano Wiesława Ratkiewicza – na 3 lata i 6 miesięcy więzienia. Następnego dnia przyszła kolej na dwóch mężczyzn z Bartoszyc. Sławomir Kirkuć dostał 3 lata, Henryk Klimczuk – półtora roku. 29 stycznia zapadły kolejne wyroki. Ryszard Topolski, który pokazał kolegom ulotkę, został skazany na 3 lata więzienia. Na koniec przed wojskowym sądem stanęli dwaj siedemnastolatkowie z Kętrzyna.

Jarosław Lipka – rok więzienia.

Tomasz Kosior – rok więzienia.

Do tego po roku pozbawienia praw publicznych. Za kilka ręcznie wykonanych plakatów.

PRAWO, KTÓRE JESZCZE NIE BYŁO PRAWEM

I tutaj historia robi się jeszcze bardziej ponura. Dekrety stanu wojennego nosiły datę 12 grudnia 1981 roku. Numer „Dziennika Ustaw”, w którym je zamieszczono, opatrzono datą 14 grudnia. Tyle że wtedy jeszcze go nie wydrukowano. Druk rozpoczął się dopiero 17–18 grudnia, a egzemplarze wysyłano do odbiorców między 19 a 23 grudnia.

Tomasz Kosior i Jarosław Lipka rozwieszali swoje plakaty 16 grudnia. A więc zostali później skazani na podstawie przepisów, które w chwili ich czynu nie zostały jeszcze prawidłowo ogłoszone. Po latach Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że stosowanie tych regulacji do czynów popełnionych przed ich faktycznym ogłoszeniem oznaczało niedopuszczalne działanie prawa wstecz.

Ale jest coś jeszcze. W 2011 roku Trybunał Konstytucyjny uznał dekret o stanie wojennym oraz dekret o postępowaniach szczególnych za niezgodne z Konstytucją. Rada Państwa wydała je w czasie trwającej sesji Sejmu, choć konstytucja PRL pozwalała jej wydawać dekrety z mocą ustawy wyłącznie między sesjami. Państwo karało więc obywateli w imię prawa, którego samo nie potrafiło ustanowić zgodnie z własnym prawem. A co stało się z sędziami?

CISZEJ JEDZIESZ, DALEJ ZAJEDZIESZ

Major Ryszard Michałowski uczestniczył w skierowaniu sprawy kętrzyńskich licealistów do postępowania doraźnego. Później został szefem Wojskowego Sądu Garnizonowego w Olsztynie. W 1990 roku objął stanowisko naczelnego prokuratora wojskowego – zastępcy prokuratora generalnego.

W III Rzeczypospolitej jego kariera się więc nie załamała. Wręcz przeciwnie. W 2000 roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Ze służby odszedł jako generał dywizji. Zmarł w 2014 roku.

SĘDZIA SĄDU NAJWYŻSZEGO

Porucznik Marian Buliński był przewodniczącym składu, który 29 stycznia 1982 roku skazał Jarosława Lipkę i Tomasza Kosiora na rok więzienia. Po upadku PRL również nie zniknął z wymiaru sprawiedliwości. 1 lipca 1990 roku znalazł się wśród sędziów powołanych do nowego składu Sądu Najwyższego.

Orzekał tam przez następne lata. W 2013 roku był sprawozdawcą w siedmioosobowym składzie Sądu Najwyższego, który oddalił kasację IPN w sprawie byłego stalinowskiego oficera śledczego Tadeusza J., oskarżonego o znęcanie się nad płk. Franciszkiem Skibińskim. Buliński wyjaśniał wówczas, że nie można uznać, iż oskarżony miał świadomość działania w aparacie, którego celem było eliminowanie wrogów państwa.

Nazwisko Mariana Bulińskiego pojawiało się także w głosowaniach indykacyjnych poprzedzających wybory kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

FELIKS TARNOWSKI

Podporucznik Feliks Tarnowski był jednym z trzech sędziów, którzy 16 stycznia 1982 roku zdecydowali o skierowaniu sprawy siedemnastolatków z Kętrzyna do postępowania doraźnego. On również trafił później do Sądu Najwyższego. Orzekał w Izbie Karnej. W 2022 roku, już jako sędzia w stanie spoczynku, znalazł się wśród 94 sędziów Sądu Najwyższego podpisanych pod oświadczeniem dotyczącym zmian w sądownictwie.

W dokumencie znalazł się postulat przywrócenia Krajowej Radzie Sądownictwa jej konstytucyjnych funkcji, w tym obowiązku stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Historia ma czasem wyjątkowe poczucie ironii.

„WŁAŚCIWA POLITYKA KADROWA”

Żeby zrozumieć atmosferę, w której w stanie wojennym orzekali wojskowi sędziowie, warto przypomnieć słowa pułkownika Bogdana Dzięcioła, wieloletniego prezesa Sądu Najwyższego kierującego Izbą Karną. Podczas jednego z partyjnych posiedzeń mówił o znaczeniu „właściwej polityki kadrowej” dla orzecznictwa.

Sens jego wypowiedzi był brutalnie prosty: sędzia, który świadomie nie realizował linii partii i nie stosował dekretów stanu wojennego, powinien zostać odwołany. Tak w praktyce wyglądała niezawisłość sędziowska w państwie, które niezawisłość wpisywało do swoich ustaw.

Jest jeszcze jeden epilog. W 1952 roku Bogdan Dzięcioł uczestniczył w skazaniu na śmierć 23-letniego pilota Edwarda Pytki. Na rozliczenie tej sprawy trzeba było czekać ponad siedemdziesiąt lat. 19 marca 2024 roku Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie nieprawomocnie skazał Dzięcioła na pięć lat więzienia za zbrodnię komunistyczną.

Prawomocnego wyroku już nie było. Dzięcioł zmarł przed rozpoznaniem apelacji. Postępowanie zostało umorzone.

A CHŁOPCY?

Jarosław Lipka i Tomasz Kosior mieli po siedemnaście lat. Nie mieli władzy, stanowisk ani generalskich pagonów. Mieli papier, farbę i przekonanie, że władza, która zamyka ludzi za słowa, nie zasługuje na posłuszeństwo. Państwo odpowiedziało aresztem, sądem wojskowym i więzieniem. Sędziowie, którzy ich sądzili albo decydowali o zastosowaniu wobec nich trybu doraźnego, mogli natomiast po 1989 roku kontynuować kariery w instytucjach demokratycznej Polski.

Dwaj licealiści zapłacili za kilka plakatów częścią swojej młodości. Ich sędziowie – przynajmniej zawodowo – zapłacili znacznie mniej.

16 XII 1981