MARIAN HEMAR:

„Z wszystkich marzeń, co nienasycenie

W sercu kwitły i lęgły się w głowie

Pozostało to jedno marzenie

Aby kiedyś umierać we Lwowie

By się głębią otwarły tajemną

Gdy już wszystkie się skończą podróże

Lwowska ziemia na dole pode mną

Lwowskie niebo nade mną, na górze.”

Marian Hemar, autor tych słów ostatecznie nie spełnił tego marzenia. Zmarł w Londynie i tam został pochowany. Inaczej było z pięcioma braćmi Kamieńskimi, którzy ramię w ramię walczyli o swoje ukochane miasto.

Kochany Tatusiu, tęsknię za tobą, ale wiem, że nigdy się nie zobaczymy. Wiktor, tak miałeś na imię. Pięknie. Wiem, że razem z Tobą w obronie Lwowa walczyło jeszcze czterech twoich braci. Pięciu braci Kamieńskich broniących swego ukochanego miasta. Jak to brzmi. Ty zginąłeś pierwszy. Byłeś wtedy w Szkole Kadeckiej. Broniliście się przed ukraińską ofensywą, która miała za zadanie zdusić wszystkie polskie grupy oporu. Daliście radę, ale ty dostałeś postrzał od Ukraińca, który strzelał, żeby zabić. Miałeś wtedy 26 lat. Był z tobą do końca twój dowódca kpt. Mieczysław Boruta-Spiechowicz.

Karol miał 21 lat i był studentem medycyny. Zginął w Siedliskach, ale nie wiem w jakich okolicznościach. Marian był też od Ciebie młodszy, w marcu skończył dopiero 18 lat. Wiem, że był żołnierzem 2. pułku piechoty legionów. Byli częścią II Brygady Legionów Polskich i po podpisaniu pokoju chlebowego z Ukraińską Republiką Ludową postanowili zaprotestować. Ich dowódca gen. Józef Haller przeprowadził część w Rarańczy na rosyjską stronę frontu. Wiem, że stryjowi się nie udało i gdy Austriacy aresztowali jego kolegów za zdradę, on uciekł. Ukrywał się i dopiero w grudniu wstąpił do Wojska Polskiego. Walczył w tej wojnie. Zmarł na czerwonkę w październiku 1919 roku.

Wszyscy trzej jesteście pochowani na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Macie piękny pomnik i bylibyście dumni, gdybyście mogli go zobaczyć. Trzeci stryjek Olgierd miał w listopadzie dopiero 13 lat, ale też rwał się do walki o swoje miasto. Ciekawe czy długo prosił babcię i dziadka, żeby go puścili do wojska? Był łącznikiem, ale widziałem jego zdjęcie z młodszym bratem, gdy pozują z karabinami, które są niewiele niższe niż oni. Przeżył. Potem został lotnikiem i walczył w Anglii. I tam zmarł w 1960 roku.

Najmłodszy z waszej piątki był Janisław. W chwili wybuchu walk we Lwowie, miał 12 lat. Skończył później Politechnikę Lwowską. Widziałem jego zdjęcie z dwoma kolegami, gdy wybrali się z Polski w podróż na Gibraltar. To był 1930 rok.

Kochany Tatusiu, dziękuję Ci z całego serca, że walczyłeś o swój ukochany Lwów, ale mam dla Ciebie same złe wiadomości. Polska straciła Twoje miasto. Tak, to miasto, za które oddałeś swoje młode życie, nie jest już polskie. Wielu jest w Polsce ludzi, którzy uważają, że kresy to wyraz polskiego kolonializmu. Przepraszam, że tak mówię, ale to dobrze, że tego nie dożyłeś. Nie wiem czy byś to przeżył. Mam jeszcze gorszą informację dla Ciebie.

Dzisiaj wszyscy, którzy wyrażają miłość do Twojego miasta są oskarżani o nacjonalizm i rewizjonizm. Oni nie chcą, żeby przypominać, że to miasto było kiedyś polskie i żyli w nim ludzie, którzy oddawali za nie swoje młode życie. Tak jak Ty, kochany Tatusiu.

I jeszcze jedna tragiczna informacja. Mnie nigdy nie było. Walczyłeś o miasto zamiast założyć rodzinę i mieć takiego syna jak ja, który mógłby zaprzeczyć wszystkim tym, którzy mówią źle o tym mieście. Ale mnie nie ma i dlatego nie mogłem tego zrobić, a tak bym chciał mój Kochany Tatusiu. Pamiętajmy o polskim Lwowie i jego obrońcach w 1918 i 1919 roku. Swoim bohaterstwem udowodnili, że przyznanie miastu Virtuti Militari było uznaniem Lwowa za najwierniejsze z polskim miast.

5 XI 1918