CZESŁAW MĄCZYŃSKI: Tam każdy żołnierz w hełmie stalowym – niewidziany to sprzęt u nas; tam u każdego w zanadrzu granaty ręczne, my mamy ich sztuk piętnaście i to trzymamy jak relikwie pod osobnym zamknięciem; tam pełno karabinów maszynowych, u nas sześć dopiero zdobycznych, rozmieszczonych na całym froncie”.

Gdy czytelnicy krakowskiego Czasu czytali z przerażeniem wieści z zajętego przez Ukraińców Lwowa, do miasta docierały właśnie oddziały Legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych. Kolejne sotnie pojawiły się w następnych dniach. Te 3 tysiące doborowego wojska, zwanego Legionem Wasyla Habsburga, miały przechylić szalę na korzyść Ukraińców. Ta szala i tak była już po ich stronie, bo w ukraińskich szeregach było regularne wojsko – kilka tysięcy ludzi, a po stronie polskiej 700 żołnierzy, a reszta to ochotnicy i młodzież, którzy dopiero zaczynała uczyć się posługiwania bronią. Przewagę mieli Ukraińcy, ale nie byli w stanie jej wykorzystać. Dopiero przybycie Legionu miało być tym decydującym elementem trwającej wojny.

Regularne wojsko przeciwko pospolitemu ruszeniu mieszkańców i młodzieży, także tej gimnazjalnej, a nawet jeszcze młodszej. To wydawało się dziecinnie proste: odbić dworzec, szkołę Sienkiewicza i jeszcze kilka innych pozycji na zachodzie miasta i po sprawie. A jednak tak się nie stało. Już krótko po opuszczeniu pociągów oddziały Legionu przekonały się, że wynik walk z lwowską młodzieżą wcale nie jest taki oczywisty. Pierwszy przekonał się o tym oddział złożony z 200 żołnierzy Legionu, skierowany do Kozielnik, na południe od Lwowa.

Mieli odbić z rąk harcerzy wspieranych przez trzech legionistów i jednego dowborczyka austriacką radiostację, służącą w czasie wojny do przekazywania informacji frontowych. Od 2 listopada była w rękach Polaków. Oddział kpr. Ludwika Kopcia, ps. kapitan Wiktor, który ją zdobył, składał się w sumie z 21 ludzi. Obrońcy wytrwali kilka godzin przed atakami regularnej armii i zdążyli zniszczyć radiostację, by nie mogła służyć wrogowi. Ale zanim ją zniszczyli, nadali wiadomość do Przemyśla i Krakowa, że Lwów został zajęty przez Ukraińców i broni go jedynie garstka polskich żołnierzy, którzy proszą o pomoc. Pozostali przy życiu obrońcy radiostacji dostali się do niewoli. Kapral Ludwik Kopeć również. Po raz drugi do niewoli trafił w styczniu 1919 roku. I już z niej nie wyszedł.

Ukraińcy zawieźli go do obozu w #Szczercu i tam okrutnie zamordowali. Wcześniej oskarżyli go to, że nie chce uznać Galicji wschodniej za ziemie ukraińskie. Sekcja zwłok, którą wykonano po zajęciu Szczerca przez Wojsko Polskie, ujawniła, że kości czaszki miał w krtani. Podobno tuż przed śmiercią Ludwik Kopeć miał powiedzieć swoim oprawcom, że Galicja Wschodnia i tak będzie należała do Rzeczpospolitej. Oddziały Legionu USS wyrwały też z polskich rąk Dworzec Główny, ale na krótko, bo 4 listopada odbili go Polacy i kontrolowali aż do końca ukraińskiej okupacji Lwowa. Z opóźnieniem Ukraińcy przystąpił do realizacji kolejnych części planu, ale to Polacy 4 listopada odnieśli największe sukcesy i znacznie poszerzyli swój stan posiadania w mieście Okazało się, że karne oddziały Legionu nie poradziły sobie w walce w mieście.

Pamiętajmy o polskim Lwowie i jego obrońcach w 1918 i 1919 roku. Swoim bohaterstwem udowodnili, że przyznanie miastu Virtuti Militari było uznaniem Lwowa za najwierniejsze z polskim miast.

3 XI 1918