EMANUEL SCHLECHTER:
Niech inni sy jadą, dzie mogą, dzie chcą,
Do Widnia, Paryża, Londynu,
A ja si zy Lwowa ni ruszym za próg!
Ta mamciu, ta skarz mnie Bóg!
Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze, jak tu?
Tylko we Lwowie!
Gdzie pieśnią cię budzą i tulą do snu?
Tylko we Lwowie!
Ta piosenka Schlechtera pojawiła się w filmie Włóczęgi z 1939 roku i do dzisiaj jest nieoficjalnym hymnem skradzionego Rzeczpospolitej miasta. Schlechter napisał ten tekst kilkanaście lat po bohaterskiej Obronie Lwowa, ale miłość do miasta i wtedy i później miała wciąż ten sam ogień. 31 października 1918 roku Ukraińcy postanowili przejąć siłą Lwów, bo wiedzieli, że to klucz do panowania nad całą Galicją Wschodnią. Chcieli utworzyć ukraińskie państwo ze stolicą w polskim Lwowie. Ale to nie mogło się udać, bo Lwów był polski i należał do Rzeczpospolitej. Od ponad roku na wschód od Galicji funkcjonowała Ukraińska Republika Ludowa, z którą później Piłsudski się porozumiał i razem z nią poszedł na Kijów.
Ale w październiku 1918 roku zachodni Ukraińcy, którzy byli poddanymi cesarza Austro-Węgier, nie wyobrażali sobie wspólnego państwa ze wschodnimi braćmi, którzy żyli pod panowaniem rosyjskiego cara. Ten podział pozostał do dzisiaj, bo po ponad 30 latach od stworzenia jednego państwa ukraińskiego, wciąż widoczne są głębokie podziały między zachodem i wschodem Ukrainy. Wojska Zachodniej Ukrainy 1 listopada 1918 roku bez problemów zajęły całą Galicję wschodnią, bo Polacy tak pewnie się tu czuli, że pomimo wielu czytelnych sygnałów, nie potrafili temu zapobiec i musiała polać się krew.
Wielonarodowościowe mocarstwo austro-węgierskie chwiało się w posadach, więc narody przystąpiły do budowy własnych państw. Ukraińcy też, zwłaszcza że mieli za sobą Wasyla Habsburga Wyszywanego, typowanego na przyszłego monarchę Królestwa Ukrainy, syna arcyksięcia Karola Stefana z Żywca, który z kolei miał być królem Polski. Sam Lwów liczył wtedy ponad 200 tysięcy mieszkańców, a ponad połowa z nich mówiła po polsku. Niemal 60 tysięcy to byli Żydzi, a prawie 40 tysięcy to Rusini, bo tak ich wtedy nazywaliśmy. 7 października Rada Regencyjna ogłosiła deklarację niepodległości Polski i naszym rodakom we Lwowie wydawało się oczywiste, że ich miasto będzie w tworzącej się Polsce.
Dzień wcześniej 30 października w mieście był przedstawiciele Polskiej Komisji Likwidacyjnej płk. Władysław Sikorski. Ustalono, że 1 listopada przyjadą politycy PKW, by rozmawiać o przejęciu miasta. Ukraińcy nie zgadzali się z tym i przyspieszyli swoją akcję. Politycznie panowali nad tym ludzie, których nazwiska niewielu dziś cokolwiek mówią. Militarnie też nie byli jeszcze do końca gotowi, a dowodzący akcją we Lwowie 40-letni Dmytro Witowskij też nie był chyba najlepszym wyborem, bo już 2 listopada podał się do dymisji, ale nie została ona przyjęta. Mentalnie byli gotowi jeszcze mniej, bo skalę niezrozumienia tej akcji wśród własnego wojska potwierdziły liczne dezercje z Ukraińskiej Armii Halickiej, jak ją później nazwano.
Jeszcze gorzej było z planowaną przez Ukraińską Radę Narodową masową rekrutacją do wojska ukraińskiej ludności Lwowa. Zamiast planowanych 1000 rekrutów z samego miasta, do komisji zgłosiło się 10 razy mniej. Słabo też było z obiecanymi kontyngentami z prowincji. Świadomość narodową mieli tylko polityce i część ukraińskich oficerów. Reszta chciała już końca wojny i po prostu wrócić do swoich gospodarstw. Pamiętajmy o polskim Lwowie i jego obrońcach w 1918 i 1919 roku. Swoim bohaterstwem udowodnili, że przyznanie miastu Virtuti Militari było uznaniem Lwowa za najwierniejsze z polskim miast.
31 października 1918 DZIEŃ PRZED OBRONĄ LWOWA
