O17 stycznia 1920 roku Wojsko Polskie rozpoczęło przejmowanie Pomorza Gdańskiego, przyznanego Polsce na mocy traktatu wersalskiego. Operacja miała przebiegać spokojnie: najpierw z danego terenu wycofywały się oddziały niemieckie, a następnie wkraczali Polacy.
Już pierwszego dnia padły jednak strzały.
Pod Gniewkowem polski oddział został ostrzelany przez niemiecki Grenzschutz. Śmiertelnie ranny został plutonowy Gerhard Pajączkowski – uznawany za pierwszą i, szczęśliwie, jedyną polską ofiarę wojskowej operacji przejmowania Pomorza.
Według jednej z relacji do tragedii przyczyniła się rzecz pozornie błaha: Polacy i Niemcy posługiwali się innym czasem.
Przejmowanie terenu miało rozpocząć się o godzinie 11.00. Kiedy polscy ułani ruszyli, ich zegarki wskazywały właśnie jedenastą. Niemcy mieli jednak czas zimowy – według ich zegarków była dopiero dziesiąta. Mogli więc uznać wejście polskiego oddziału za przedwczesne złamanie ustaleń. Padły strzały, na które polscy ułani odpowiedzieli szarżą.
Pajączkowski został śmiertelnie postrzelony.
Jego życiorys jest niemal symbolem skomplikowanych losów Polaków z ziem zaboru pruskiego. Pochodził z Borów Tucholskich. Podczas I wojny światowej został wcielony do armii niemieckiej. Później walczył w powstaniu wielkopolskim, a następnie służył w 18. Pułku Ułanów Pomorskich.
Pochowano go z honorami w Toruniu. W Gniewkowie stanął poświęcony mu obelisk. Na rynku znajdował się również jego pomnik, odsłonięty w maju 1939 roku przez gen. Władysława Bortnowskiego. Kilka miesięcy później, po zajęciu miasta, Niemcy go zniszczyli.
Pomorze wraca do Polski
Dlaczego dopiero w styczniu 1920 roku, skoro traktat wersalski podpisano już 28 czerwca 1919 roku?
Trzeba było czekać na jego wejście w życie. Nastąpiło to 10 stycznia 1920 roku. Zgodnie z przyjętym harmonogramem siedem dni później rozpoczęło się przejmowanie przez Polskę przyznanych jej ziem.
Niemcy określali je później mianem „Polnischer Korridor” – polskiego korytarza. Pas terytorium zapewniający odrodzonej Polsce dostęp do Bałtyku oddzielał Prusy Wschodnie od pozostałej części Niemiec.
Wycofująca się administracja niemiecka nie wszędzie pozostawiała jednak urzędy gotowe do przejęcia. Wywożono maszyny, surowce, dokumenty i pieczęcie. W Chojnicach z urzędów zabierano nawet stoły, biurka, szafy, krzesła i ręczniki.
Cel był oczywisty: maksymalnie utrudnić uruchomienie polskiej administracji. Polskie organizacje próbowały temu przeciwdziałać i część wyposażenia udało się uratować, ale straty były znaczne.
Tak zaczynał się powrót Pomorza do Rzeczypospolitej. Pierwszego dnia zapłacił za niego życiem człowiek, który kilka lat wcześniej – jak wielu Polaków z Pomorza – musiał jeszcze nosić mundur armii niemieckiej.
17 I 1920